Simple Man, Gienek Loska

"Gitara mu nie stroi" - powiedziała jedna Pani w jednym programie... Cóż, pewnie niejedna Pani powiedziałaby, że "Glidecam mi się kiwa"...

Robiliśmy kilka ujęć na ulicy Floriańskiej, zimno w palce, zimne śrubki, zimne aparaty... Nagle tuż obok nas pojawił się człowiek z gitarą - zapytał czy nie będzie nam przeszkadzał... odpowiedzieliśmy tym samym pytaniem... i dochodząc do szybkiego porozumienia - on zaczął grać, my robić swoje.

Ale jak już zaczął, to pierwszy głos jaki z siebie wydobył - spowodował moją kompletną utratę zainteresowania dotychczasowym zajęciem - spytałem tylko czy mogę go nagrać? Skinął twierdząco...

Technicznie rzecz biorąc - nie byłem w ogóle przygotowany... tzn. miałem Canona 5D mk2 z 50, 1.8 na glidecamie - ale był ledwo przykręcony, chwiało sie to na boki jak na łajbie podczas sztormu... głupotą byłoby zacząć wszystko poprawiać i stabilizować, stwierdziłem że lecę z partyzanta...

Dawno nie zdarzyło mi się być świadkiem czegoś tak elektryzującego i jednocześnie być tak blisko...na tyle blisko, że udało mi się stuknąć aparatem w gitarę.

Nie wiem, czy gitara mu stroi czy nie stroi - ale wiem, że emocje wychodzące z tego człowieka i spojrzenie... cały czas pochłonięty bez reszty, w ogóle nie zauważał mojej obecności... Światło uliczne, dźwięk z wbudowanego mikrofonu, obraz się chwieje,  jest zimno - a jednak coś niezwykłego.

Całość to jedno ujęcie bez żadnego montażu - tylko korekcja koloru.